Kochały go tłumy, on kochał młodych. W wielu sercach śp. Ks. Kazimierz Lewandowski pozostanie na zawsze. Publikujemy wspomnienia o wspaniałym Kapłanie, Wujku, „Czarnym”.

">
loading...

Wtorek XXVII tygodnia okresu zwykłego | Wspomnienie obowiązkowe Św. Teresy od Jezusa | czytania na dziś

Imieniny: Jadwigi, Leonarda, Teresy

Salezjanie

Zamknij wpis

Wspomnienia o ks. Kazimierzu Lewandowskim

Kochały go tłumy, on kochał młodych. W wielu sercach śp. Ks. Kazimierz Lewandowski pozostanie na zawsze. Publikujemy wspomnienia o wspaniałym Kapłanie, Wujku, „Czarnym”.

 

Swojego Wujka wspomina Rafał Chabowski:

 

„Dla mnie ks. Kazimierz Lewandowski był przede wszystkim wujkiem, bratem mojej mamy. Od kiedy sięgam pamięcią, gdy pojawiał się w domu, zawsze wywoływał radość. Obowiązki zakonne nie pozwalały mu zbyt często i zbyt długo być w domu, ale gdy tylko mógł, wpadał, choćby tylko na kawę czy obiad. Zawsze miło było zobaczyć wujka, gdy przyjeżdżał w święta, pamiętał o naszych osobistych świętach, jak imieniny, rocznice czy inne tego typu wydarzenia.

Poza tym, zawsze dobrze się go słuchało. Mówił piękne kazania – może dlatego, że nie było w nich za wiele patosu. To były konkretne przykłady z życia. Te przykłady pociągały. Gdy zmarł brat wujka, Zbigniew, w parafii Wspomożenia Wiernych na os. Górnym w Pile wygłosił tak piękne kazanie, że po raz pierwszy od wielu lat płakałem na pogrzebie. Zresztą wiele razy mówił piękne kazania.
W ostatnim roku, od kiedy przebywam w parafii Świętej Trójcy w Czaplinku, nasze kontakty stały się nieco częstsze, mocniejsze. Wynikało to choćby z tego, że należeliśmy do jednego domu zakonnego. Mieliśmy kilka razy możliwość poważnie porozmawiać, m.in. na temat powołania. To właśnie wujek w ostatnim czasie szczególnie mi uświadomił, jak należy przeżywać swoje życie, by stać się zakonnikiem, Salezjaninem Księdza Bosko. Dwa tygodnie temu mieliśmy Kwartalny Dzień Skupienia w Rzepczynie, gdzie pracował, i wtedy zamieniłem z nim ostatnie zdania. Były proste, o powołaniu, o najważniejszych życiowych sprawach, ale też i błahe – o przygotowaniu kaplicy na adorację Najświętszego Sakramentu.

W niedzielę, gdy dowiedziałem się o zawale wujka, zaraz pojechaliśmy do Szczecina z rodziną, by zobaczyć wujka, dowiedzieć się o jego stan. Od tamtego czasu codziennie kontaktowałem się z rodziną, by mieć najświeższe informacje na temat jego zdrowia. Wiele razy prosiłem o modlitwę, i sam się modliłem za niego, o powrót do zdrowia, o to, by dalej mógł pracować.
Niestety, wola Boża była inna. Pan Bóg zabrał go w Wielkim Poście, w dzień Maryjny, na dodatek w moje 21 urodziny. Może to jakiś znak.

Dziękuję wszystkim za modlitwę o zdrowie, proszę o modlitwę o wieczne szczęście dla niego.
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…


________________________________________________________

 

 

Księdza Kazimierza wspomina siostrzenica Dorota Chabowska:


„Pamiętam jak dziś Jego dłonie na mojej głowie, modlił się, gorąco, błogosławił mnie na animatora Ruchu Światło-Życie. Chwilę później wręczał mi „duszka”, powiedział do mnie wtedy: „W końcu, młoda. Tak długo na to czekałem, jestem ciebie dumny!” I mocno mnie przytulił…
Takiego chcę Go zapamiętać: uśmiechnięty, rozmodlony i wpatrzony w Matkę Bożą Skrzatuską. Święty za życia. Każdy mógł zawsze na Niego liczyć, zawsze pomógł, zawsze wspierał. Był najlepszym Wujkiem na świecie, każde Jego odwiedziny dawały tyle radości… A teraz już nas nie odwiedzi…
Nie szczędził ostrych słów, gdy coś Mu się nie podobało. Lecz wszyscy szanowali Go za szczerość i kochali ten ochrypły głos, obojętnie, czy krzyczał, czy z miłością mówił, że „Wszystko będzie dobrze, dziecko; Pan Bóg wie, co robi”.
Młodzi Go kochali, nie tylko chłopcy z Jego domów wychowawczych, kochała Go cała młodzież, zwłaszcza oazowa. Był dla nich Ojcem, Dziadkiem, opoką, bohaterem.
Miałam kłopot? Chwytałam za telefon i dzwoniłam do Wujka. Zawsze znalazł czas, nigdy nie bagatelizował moich problemów, nawet, gdy były naprawdę głupie. Do kogo będę teraz dzwonić? Na kogo mogę liczyć tak, jak liczyłam na Niego? On był niesamowity i nigdy nie było i nie będzie drugiego takiego człowieka. Święty za życia, za to wszystko, co robił dla młodzieży. On ją kochał i nie mógł bez niej żyć. I niech ta młodzież nigdy Go nie zapomni…
Miłość wyrażał w dziwaczny sposób, ale ci, którzy Go znali o tym wiedzą. Zaciskał dłoń w pięść i uderzał w czoło. Chcę Go zapamiętać takiego: pełnego miłości, pomocnego, uśmiechniętego i w każdej chwili zdolnego dyskutować na każdy temat. Tak Go kochałam, ale nigdy tego nie powiedziałam. Mam nadzieję, że Jego serce czuło tą miłość, którą moje wysyłało w Jego stronę…”

________________________________________________________

 

 

Wiersz pamięci Księdza Kazia, napisała Mira Karolewska z Ruchu Światło-Życie:


Zapamiętany nie przez umysły, lecz sercem,Bo serce niósł każdemuI dobry humor,  i pouczenie,  i miłośćTyle przecież zawdzięczamy Czarnemu…
Mnie nauczył kochać młodzież,Szukać prawdy pod pozorami,Choć na początku znajomościOdczuwałam lęk przed Jego czytającymi w duszy spojrzeniami
Każdy zapamiętał go inaczej,Bo to i jajko na głowie i spowiedź szczeraPiszę te słowa, by Go powspominać,Jako zwykłego człowieka, nie bohatera
Bo za takim tęsknić będziemy,Za  Jego słowami wskazującymi drogę,Za „świeczką”, której niby nie lubił,A jednak śpiewał z nami wielokrotnie…
Nie kończę tego wiersza,Bo przecież Jego życie się nie skończyło,Gdyż będzie owocować wielokrotnieW życiu tych, których nauczył, co to Miłość.
Nie kończę wierszaBo życie dalej trwa i niesie nas na swej fali,Niechaj więc płynie dalej tak,Jakby cały czas z nami był Silver Metalic!

 

________________________________________________________


Wspomnienie Sylwka Bokowskiego:


„…szczerze mówiąc trudno pogodzić się z faktem odejścia Ks. Kazimierza… o wiele za szybko Pan Jezus zapragnął mieć Ks. Kazia obok siebie… a może teraz Ks. Kazimierz będzie jeszcze bliżej nas? Myślę, że na pewno.
Miałem tą łaskę od Boga uczyć się od Ks. Kazia nie tylko jak być dobrym człowiekiem, ale także jak być dobrym wychowawcą, potrafiącym odnaleźć niejednokrotnie w trudnym i zagubionym wychowanku dobro, gdzieś tam ukryte pod zasłoną złych doświadczeń. Dziś, gdy nie mogę przebić się przez mur dzielący mnie od wychowanka, zastanawiam się co w tym momencie uczynił by Ks. Kaziu. W codziennej pracy wychowawczej staram się wplatać to wszystko co nauczyłem się od Ks. Kazimierza. To On nauczył mnie KOCHAĆ – NIEKOCHANYCH, dostrzec w nich DOBRO a nie tylko ZŁO, traktować ich jak CHŁOPCÓW a nie jak KRYMINALISTÓW.
Do końca życia pamiętać będę także Msze Święte odprawiane przez Ks. Kazimierza. Każdego dnia w kaplicy w Trzcińcu mogłem uczestniczyć w przepięknej Eucharystii. Do dziś mam przed oczami niedużego, siwego Księdza, który w trakcie PRZEISTOCZENIA miał łzy w oczach. Niekiedy przez 5 minut wpatrywał się w Chrystusa, tak jakby z nim rozmawiał, tak jakby prosił Go o pomoc dla każdego chłopca z naszego Domu Młodzieży. To w tej kaplicy dojrzewała moja wiara. To tam doświadczałem żywego Chrystusa, który zstępował na ołtarz.
… 2 tygodnie temu rozmawialiśmy przez telefon, zapraszał do Rzepczyna. Pod koniec marca chciałem jechać….
Niestety nie zdążyłem…”

________________________________________________________


„Czarnego” wspomina Wojtek Plech:


„Kto z nas go nie kochał? Kto nie ma jakiś wspomnień z nim?Kto nie chciałby czasu cofnąć i być choćby opier.. upomnianym przez Czarnego?No kto?
To facet, człowiek, kapłan, który cisnął we mnie nadzieję, że mam po co się starać i harować nad świętością.To człowiek, który zmuszał do myślenie i brania na siebie odpowiedzialności za to co jest wokół mnie.To kapłan, który kazał czytać drogę i być na niej silnym.Odczytałem tą moją drogę, idę nią ciężko pod górę i nadal się nie poddaję. Ta siła we mnie jest między innymi dzięki Czarnemu, za co jestem mu wdzięczny. Szkoda, że mu tego nie zdążyłem powiedzieć; szkoda.


Widzisz człowieka przez 15 dni rekolekcji, potem na sejmiku i przygotowaniu, czasem masz szczęście jeździć z nim firmowym polonezem. Potem człowieka nie widzisz, a jak zobaczysz przypadkiem na drodze to jak głupi się cieszysz choć nie wiesz dlaczego. Nie widzisz wiele lat, przypomina ci się, a po 3 dniach słyszysz, że odszedł i robi ci się smutno, odczuwasz stratę, a w sercu dziura.
Ten człowiek był szczególny. Nie przemknął w twoim życiu jak wielu. Niech już jako wielki zostanie, jego dar zakwitnie w nas. Jeśli nie zdążyłeś mu podziękować, to podziękuj sąsiadowi w bloku i bezdomnemu na ulicy, to się Czarny ucieszy.

 

________________________________________________________

 

 

Swój „Drogowskaz wiary” – ks. Kazimierza wspomina Andrzej Pettke:


Wczoraj odszedł Pasterz młodzieży salezjańskiej ale przede wszystkim młodzieży potrzebującej, odrzuconej na margines, szukającej Boga. Ksiądz Kazimierz swoją pokorą i oddaniem potrafił ukazać tym młodym ludziom Miłosiernego Boga ale przede wszystkim to, że jest na świecie ktoś, kto ich kocha i nigdy ich nie odrzuci.
Ja znam właśnie takiego księdza Kazimierza Lewandowskiego. W moim życiu również odegrał ważną rolę. Bezkompromisowy w sprawach wiary każdego dnia dawał świadectwo poświęcenia Bogu całego siebie, zawsze żył w prawdzie i tego uczył swoich podopiecznych.
Dla mnie ksiądz Kazimierz zawsze pozostanie drogowskazem na każdy dzień życia…Pamiętajmy o Nim w modlitwie,Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, niech odpoczywa w Pokoju WiecznymAmen…

________________________________________________________

 


Taki zwyczajny, a jednak niezwykły Ks. Kazimierz – pisze wdzięczna matka:


Pod pozornie szorstkimi słowami i przenikliwym spojrzeniem ukryta najszlachetniejsza z możliwych dusza – pełna ciepła, , łagodności, zrozumienia, zatroskania, miłości.
Tę miłość umiał nieść wszystkim w słowie, czynach, modlitwie. Całym sobą zafascynowany młodzieżą – szczególnie tą trudną, która często w swym życiu nie doznała miłości. On właśnie w swych ośrodkach (Trzciniec i Rzepczyno) był im najlepszym ojcem, nauczycielem, kapłanem. W każdej rozmowie z ks. Kazimierzem padały w różnych kontekstach słowa pełne zatroskania … „moi chłopcy” … Bez reszty dla nich oddany.
Ale nie tylko dla nich. Swym dobrem i miłością hojnie potrafił obdarować liczne osoby nie tylko ze swego otoczenia. „Księże Kazimierzu … potrzebna modlitwa … moja córka … zła diagnoza lekarska” „Tak – jutro godz. 7.00 rano odprawię mszę świętą w jej intencji i obiecuję – będę się modlił.” I modlił się. Tylko Pan Bóg wie ile … Powiedział też „zobaczycie będzie wszystko dobrze, na święta Bożego Narodzenia będziecie radośni…” I tak było.
Druga sytuacja. „Księże Kazimierzu – młoda, mądra, podobno bardzo piękna studentka poważnie choruje. Cierpi na bardzo trudną w leczeniu chorobę. Stan zdrowia dziewczyny – zły. Ksiądz Kazimierz pyta – imię? I jednoznacznie deklaruje – „będę się bardzo modlił. W jej intencji. Wierzę, że pan Bóg mnie wysłucha.” I wysłuchał. Ku zadziwieniu lekarzy choroba zaczęła się cofać. Dziewczyna wyzdrowiała, skończyła studia, pracuje.
Jego zatroskanie o każdego człowieka było wprost zadziwiające, a jego słowa przenikały, skłaniały do refleksji, trafiały do serc ludzkich.
Dziś pytamy – dlaczego? Tak Bóg chciał – byśmy mieli orędownika – tam w niebie.
wdzięczna matka

________________________________________________________


O Księdzu Kazimierzu pisze salezjanin z naszej parafii – ks. Andrzej Mimier :


C
zytam z wielkim wzruszeniem kolejne wspomnienia o ks. Kazimierzu. Powiernik ważnych spraw, przyjaciel, wychowawca, wzór…
A moje jest takie zwyczajne i proste. Wcześniej znałem go bardziej z opowiadań, nigdy osobiście, aż tu nagle w 2006 roku zamieszkaliśmy pod jednym dachem, w jednej wspólnocie w parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Boże jak ja Ci dziś dziękuję za ten czas, że mogłem siedzieć razem z Czarnym przy stole, słuchać niezapomnianych słownych przepychanek ks. Kazia z ks. Leszkiem Kasperowiczem ile to wnosiło radości i zabawy! No a potem obowiązkowo kawa i ciągle to samo polecenie: „ wiesz mordo jaką masz mi zrobić, taką z mocą…” Ten Jego pokój z mnóstwem ikon i obrazów, tak bardzo lubiłem tam zachodzić każdego dnia, zawsze było o czym pogadać, ale wolałem słuchać o czasach studiów w Lublinie i spotkaniach z ks. Blachnickim, o pierwszych oazach, o Trzcińcu, o stary prałacie spod Wilna, a najbardziej czekałem na niedzielę i na kazanie, a potem przez całe śniadanie urabiałem ks. Kazia aby powtórzył je raz jeszcze na mszy którą odprawiałem.
Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc, dobre słowo. Jak dla wielu, tak i dla mnie stał się kimś wyjątkowym, kogo przechowuje się w sercu i pielęgnuje każde wspomnienie. Moje wspomnienia to ks. Kazimierz parafialnej codzienności taki dobry i kochany. To był tylko rok, rok z kochanym ks. Kaziem.
Dziękuje Ci za wszystko…

________________________________________________________


Wspomnienie ks. Wojciecha Pettke:


Moje życie Opatrzność Boża związała z osobą Ks. Kazimierza Lewandowskiego (Czarnego) we wrześniu 1990 roku, kiedy zameldowałem się w Czaplinku aby odbyć drugi rok asystencji. Mimo że ks. Kazimierz był proboszczem i Dyrektorem w Czaplinku, nie mówiło się o Nim inaczej jak „Czarny”. Znany w kręgach Ruchu Światło – Życie duszpasterz młodych, otwarty na każdego człowieka, zwłaszcza młodego i zagubionego na meandrach życia. Dla mnie, młodego kleryka był przede wszystkim Ojcem, który z cierpliwością ukazywał mi piękno powołania salezjańskiego i swoim życiem potwierdzał moje wybory. Kiedy jesienią 1990 roku na prośbę Pani Zofii Langowskiej bez wahania na trzy miesiące przyjął na plebanię młodzież tworzącego się ośrodka młodzieży w Trzcińcu (miało to związek z remontami w ośrodku), doświadczyłem Jego niezwykłej wiary w Opatrzność Bożą i miłości do młodzieży zwłaszcza tej najuboższej.
Za wielką łaskę poczytuję sobie udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych w Dębnie wiosną 1991 roku, gdzie będąc w ekipie ewangelizacyjnej mogłem odkrywać piękno Słowa Bożego, które głosił „Czarny” do młodych. Mam wrażenie że nie było chyba w naszej Inspektorii placówki, w której ks. Kazimierz nie głosiłby słowa Bożego. A jak głosił – każdy wie. Dla mnie jest to też wielkim darem Opatrzności że jako kleryk na teologii czy już jako kapłan wielokrotnie jeździłem wraz z Nim na rekolekcje i misje, nie tylko służąc Mu pomocą lecz przede wszystkim próbując się nawracać przez odkrywanie głoszonego z mocą Słowa Bożego.
Siedem lat spędzonych z ks. Kazimierzem w Trzcińcu to kolejny piękny czas. I tu chyba najbardziej doświadczaliśmy wszyscy (pracownicy, wychowankowie i współbracia) tego bogactwa osobowości naszego kochanego „Czarnego”, dzięki któremu Trzciniec był dla nas wszystkich przede wszystkim domem i rodziną a nie placówką i zakładem. Świadectwa byłych wychowanków, zaproszenia na błogosławieństwo związków sakramentalnych, chrztów czy po prostu zwykłe odwiedziny są tutaj najbardziej wymowne.
Jest taka opinia wśród salezjanów że atmosferę domu salezjańskiego tworzy Dyrektor. Tak też było u „Czarnego”. Jego niezwykła ufność Panu Bogu i Maryi i ten upór w dążeniu do celu pozwalały pokonywać wszelkie trudne sytuacje. A wszystko to w atmosferze normalności życia i wzajemnej przyjaźni.Wiem że Pan Bóg daje człowiekowi znaki na drogach ku wieczności. Jemu więc niech będą dzięki za dar osoby Księdza Kazimierza („Czarnego”) w moim życiu.
Dziękuję Ci Boże za dar gorliwego współbrata, mądrego ojca i wiernego przyjaciela, a ciebie drogi księże Kazimierzu proszę, wstawiaj się za nami, byśmy wszyscy spotkali się w niebieskim Domu Młodzieży z naszym ukochanym księdzem Bosko i Maryją Wspomożycielką.

________________________________________________________


Księdza Kazimierza wspominają państwo Anna i Waldemar Ciuma z Dębna:


„Najdroższą dla człowieka rzeczą jest życie. Dane jest raz człowiekowi i trzeba przeżyć je tak, aby nie płonąć ze wstydu za lata przeżyte bez celu….,aby można było powiedzieć, umierając; całe życie, wszystkie siły oddałem rzeczy najpiękniejszej na świecie -walce o ludzką miłość.”
Takiego ks. Kazimierza pamiętamy, skromnego walczącego miłością o każdego młodego człowieka. Był i jest dla nas wzorem miłości bezinteresownej, pokazał nam Chrystusa tego pochylającego się nad grzesznym człowiekiem ,nauczył jak nieść Go drugiemu człowiekowi, najważniejsze co przekazał to miłość do Ruchu Światło- Życie. Ta miłość miała i ma wpływ na nasze życie na to jacy dziś jesteśmy w tym duchu staramy się wychować nasze dzieci.
Jesteśmy bardzo wdzięczni Bogu za to, że postawił na naszej drodze takiego kapłana, wielkiego człowieka. A za moją animatorką mogę powiedzieć: ” każdy z nas kto zetknął się z ks. Kazimierzem nosi w sobie Jego cząstkę”.

________________________________________________________


„Czarny” we wspomnieniach salezjanina, ks. Tomasza Motyki:


Kiedy w niedzielę dowiedziałem się o zawale ks. Kazimierza pojechałem do szpitala Arkońskiego w Szczecinie. Musiałem chwilę poczekać bo jeszcze lekarze coś działali. Po chwili wyjechał na wózku pchanym przez sanitariuszy. Wśród całej aparatury było widać te Jego wielkie oczy i tą ciemną otoczkę, która jeszcze pozostała z nazwy ” Czarny”, bo włosy tego nie wskazywały.
Dzisiaj po latach miło jest wspomnieć, że było się uczniem ks. Kazimierza nie tylko na katechezie, ale i w Oazie. Trudno jest mi dziś powiedzieć co miał w sobie, bo przecież nie grał w piłkę, nie grał na gitarze, nie opowiadał kawałów, a chciało się usiąść obok Niego jak Ewangeliczna Maria u stóp Jezusa. Nigdy nie mówił, że możesz zrobić coś w połowie, złościł się jak widział, że nie pragniemy zrobić czegoś do końca tylko połowicznie.
Czym nas zaraził:miłością do Chrystusaszacunkiem dla Kościołaufnością do Maryi (szczególnie Skrzatuskiej)drogą w Oaziesensem życia w cieniu Krzyża
I dlaczego to coś tak bardzo dziś nie popularne i szykanowane sprawiło, że spróbowaliśmy pójść tą drogą, że mimo chwilowych wahań, błędów z utęsknieniem wracaliśmy do tego co Mówił. Bo widzieliśmy, że tym żyje, że jest autentyczny bez kompromisów.
Mam nadzieję, że uda się mam zachować Jego spuściznę. Może potrzeba było Jego cierpienia i ofiary, aby poruszyć nasze serca. Zaprosić na nowo do spotkanie w miłości z Chrystusem, do tego czym nas zaraził. Może…

 

za: www.pila.salezjanie.opoka.org.pl




Salezjanie

Towarzystwo Salezjańskie Inspektoria pw. św. Wojciecha

ul. Św. Jana Bosko 1, 64-920 Piła

tel. 067 352 27 20, fax 067 352 27 56 / towsalez@pi.onet.pl